Książki

Zostań Rzeźnikiem z Niebuszewa – „Rzeźnik” Maxa Czornyja

Najnowsza książka Maxa Czornyja, na sklepowe półki trafiła w połowie sierpnia tego roku. Jest to opowieść o losach, tragediach i zbrodniach Józefa Cyppka, znanego również jako Rzeźnik z Niebuszewa. Autor wychodząc z założenia, że tym co najbardziej ciekawi człowieka w zbrodniach (zwłaszcza tych najbrutalniejszych) jest motyw działania zabójcy, postanawia wczuć się w postać kanibala ze Szczecina i przedstawić odbiorcy jego punkt widzenia. Zabieg ten umożliwia zastosowana przez Czornyja narracja pierwszoosobowa, dzięki której nie tylko autor, ale również każdy z czytelników ma szansę choć na te kilkaset stron poczuć się bohaterem historii, która wydarzyła się naprawdę. Zostań Rzeźnikiem z Niebuszewa i wraz z Czornyjem przenieś się do początku XX wieku, który na ziemiach polskich stał pod znakiem wojen i śmierci.

STRACH

To co teraz napiszę może w Was wywołać odczucia odmienne od oczekiwanych. Wydawałoby się, że książka o kanibalu (w dodatku oparta na faktach) powinna w pierwszej kolejności przerażać czytelnika. Najodpowiedniejszym jej odbiorcą wydawałby się rodzaj  czytelniczego ascety, który w literaturze poszukuje silnych, (zdawałoby się) niespotykanych w życiu emocji. Owszem – momentami Rzeźnik Czornyja wywołuje coś, co najdelikatniej mógłbym nazwać obrzydzeniem, ale ogólnie rzecz biorąc lektura pozbawiona była silniejszych emocji, które wymuszałyby odkładanie książki w trakcie czytania lub powodowałyby senne koszmary. Bynajmniej – książkę czytałem bardzo płynnie, a rozdziały (nie tylko ze względu na skromne rozmiary) kończyłem za każdym razem. Oczywiście, emocje jakie wywołuje książka są w dużej mierze podyktowane stopniem naszej emocjonalności, ale trudno by było mnie i osobom z mojego najbliższego otoczenia powiedzieć, że jestem nieczuły (ba! nazywają mnie raczej nadwrażliwcem).

CZY WCIĄGA?

Na to pytanie, w gruncie rzeczy – jedno z najważniejszych w kontekście literatury rozrywkowej – moja odpowiedź może być znowu niezbyt satysfakcjonująca. Historia, choć ciekawa, nie trzyma w napięciu. Dlaczego? Powodem zapewne jest nasza wiedza o typie bohatera z jakim mamy do czynienia. Czym w zasadzie może zaskoczyć nas zabójca, rzeźnik, kanibal? Najciekawszy w tej powieści jest nie sam skutek, ale proces – proces stawania się przez Cyppka tym, kim się stał.

Od pierwszych stron czytelnik wie czego dotyczy opowieść, a jej finału nie sposób się nie domyślić (autor podaje nam go jak na tacy już we wstępie). Natomiast etap „działalności” Cyppka jako zabójcy, czyli tak naprawdę clue sprawy, wydaje się najbardziej przewidywalny i powtarzalny z całej historii.

DLACZEGO WIĘC, JEST TO DOBRA KSIĄŻKA?

Powodów jest kilka. Przede wszystkim – Rzeźnik stanowi niezwykle ciekawy portret psychologiczny zabójcy. Nie jest to może arcydzieło gatunku, ale bardziej cenię i rozpatruję tę książkę jako literaturę psychologiczną niż thriller czy kryminał. Czornyj pozwala czytelnikowi na samodzielne prześledzenie niezbyt optymistycznych losów Cyppka (nie będę zdradzał za wiele, żeby nie psuć zabawy, ale śmierci w jego życiu od zawsze było bardzo dużo) oraz wczucie się w jego emocje i tok rozumowania. Ułatwia to ostateczne zrozumienie jego postawy.

Teraz rozumiecie? Jeżeli człowiek przeżyje coś takiego, już nigdy się nie zakocha. Miłość będzie zawsze miała dla niego zapach dymu i posmak pyłu znad gruzowiska. Dotyk drugiej osoby będzie przypominał dotyk pokrywanego lodowatym śniegiem gruzu albo lepkiego mózgu.

Poza emocjami i portretem psychologicznym, które zawarł w Rzeźniku Czornyj, na wielkie słowa uznania zasługuje świetnie przedstawiony rys historyczny. Życie na wojnie, gruzy powojennego Szczecina, a nade wszystko największe hobby Cyppka, czyli kino. Chylę czoła, bo Czornyj przygotował się do tej książki bardzo skrupulatnie i nadzwyczaj dobrze oddał realia czasów, w których przyszło żyć i zabijać głównemu bohaterowi.

Jeżeli Wrocław miał przypominać morze ruin, to Szczecin musiał być największym z jezior. Wzdłuż głównych alei nie ostała się ani jedna nienaruszona kamienica. Szkielety domów szczerzyły się w uśmiechach bezokiennych fasad, za którymi czekały zagruzowane podwórza.

DLA KOGO?

Jak wspominałem wcześniej – książka nadawałaby się dla fanów mocnych, literackich wrażeń, ale uprzedzam, że mogą oni spotkać się z lekkim zawodem (chyba, że to ja jestem szczególnie nieczuły i nie potrafię docenić grozy tej opowieści). Jest to jednak niewątpliwie książka dla tych, którzy lubią wchodzić w głąb psychiki bohaterów literackich, dla tych, których interesuje eksploracja elementów z ich życia, które dadzą odpowiedź na pytanie „dlaczego?” albo „jak się z tym czujesz?”. Co go popchnęło do zbrodni? Dlaczego ćwiartował ciała? Czy żałował? Na te i wiele innych pytań odpowiada Rzeźnik, którego historia niech będzie przestrogą, a literacka konsumpcja wielką radością.

Od połowy czterdziestego ósmego we wszystkich kinach puszczano Stalowe serca. Propagandowe dziełko, osadzone na Śląsku, jakiego nie znałem,  z urzekającą rolą Ireny Laskowskiej, którą z chęcią bym poznał. Po trzech seansach dialogi znałem już prawie na pamięć. Alternatywą dla Stalowych serc były między innymi Jasne łany. Obraz jeszcze bardziej propagandowy i jeszcze obrzydliwszy, bo jawnie obrazujący polskie zacofanie. Radzieckie zresztą też.

Za użyczenie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *