Muzyczny Zaułek,  Wywiady

„Zmień swój punkt widzenia” – rozmowa z Grażyną Łobaszewską

O swojej ostatniej płycie, spojrzeniu na świat oraz sposobie na życiowych zarozumialców – opowiedziała mi Grażyna ŁOBASZEWSKA.

Konrad PRUSZYŃSKI: Singiel promujący  płytę Sklejam się, opowiada o osobie rozbitej, której resztki walają się po ulicy. Jest to piosenka o człowieku, którego „wiernym przyjacielem” jest super glue, za pomocą którego podzielone ciało wraca znów do należytej formy. To nie jest Pani tekst. Jak bardzo się Pani z nim utożsamia? Czy to są Pani doświadczenia?

Grażyna ŁOBASZEWSKA: Oczywiście. Nie raz i nie dwa byłam tak mocno rozbita. Pewnie jeszcze kilka takich sytuacji przede mną.  Życie to w końcu nie sielanka.

K.P.: Czym spowodowane jest to rozbicie?

G.Ł.: To jest utwór bardzo uniwersalny. W gruncie rzeczy mówi o każdym rodzaju załamania, nieważne jakim przeżyciem jest ono wywołane. Tak naprawdę chodzi o to, żeby umieć się z tego wszystkiego podnieść i się posklejać. Człowiek rozbity jest słaby, a człowieka słabego łatwo wykorzystać, łatwo zniszczyć.

K.P.: W jaki sposób podchodzi Pani do tekstów i emocji zawartych w piosenkach? Jest to działanie na kształt aktorskiego – dostaję scenariusz, buduję rolę i w nią wchodzę, czy woli Pani jednak trzymać to wszystko na pewien dystans?

G.Ł.: Zdecydowanie wchodzę w to wszystko co jest w muzyce. Nie można tego zrobić z dystansu, bo wtedy słuchacz nam nie uwierzy, to do niego nie trafi. Robię wszystko, żeby słuchacz myślał, że emocje, o których śpiewam są moimi emocjami. To jest taka niepisana umowa między wykonawcą a słuchaczem. Wokalista chce zabrać odbiorców do swojego świata.

K.P.: W jaki sposób dobiera sobie Pani autorów tekstów na płytę?

G.Ł.: To są ludzie zaufani, ludzie, których znam. Do Sklejam się tekst napisała moja młoda uczennica – Julita Zielińska. Ja byłam jej nauczycielką, ale zdążyłyśmy się już poznać na gruncie czysto ludzkim. Dużo rozmawiałyśmy. Tłumaczyłyśmy sobie ten tekst. Generalnie rzecz ujmując, to ludzie, którzy piszą dla mnie teksty to moi znajomi, osoby, które znam.

K.P.: Przypuśćmy, że przychodzi do Pani młody człowiek, który chce napisać tekst. Nie zna go Pani. On nie ma doświadczenia. Co Pani robi?

G.Ł.: To kwestia do rozważenia. De facto ja często współpracowałam z ludźmi, których nikt nie znał. Przykładem może być chociażby Jacek Cygan, którego swego czasu nikt spoza środowiska studenckiego nie znał. Ja z nim zaczęłam współpracować, bo pisał dobre teksty. Podobnie było z Piotrem Bukartykiem. To nie chodzi o wiek. Tak naprawdę liczy się talent.

K.P.: Sklejam się jest albumem bardzo spójnym, pomimo dużego zróżnicowania tematycznego. Balans między piosenkami bardziej i mniej wymagającymi jest zachowany. Czy łatwiej jest grać koncert właśnie z takim repertuarem, czy może łatwiej byłoby zagrać coś na jedną „nutę”, koncert oparty na jednej emocji?

G.Ł.: Zdecydowanie łatwiej się gra repertuar zróżnicowany. Artysta nie powinien się pokazać tylko z jednej strony, grać na jednej emocji. Człowiek jest z zasady bardzo zróżnicowany. Teraz jest zadowolony, a za chwilę odbierze telefon, dowie się, że stało się coś strasznego i jego nastrój się diametralnie zmieni. Niezależnie od tego, czy jest to płyta czy koncert, to zróżnicowanie powinno występować – tak jak w życiu.

K.P.: Nawiązując do drugiego utworu z tego albumu Filozof – często posługuje się Pani w życiu ironią?

G.Ł.: Chyba tak. Ja mam dziwne poczucie humoru. Porównałabym go do topora. Poza tym mam duży dystans do świata, do rzeczy, które mnie otaczają.

K.P.: A czy ironia jest najlepszą metodą na zarozumialców życiowych, ludzi zakochanych w samych sobie?

G.Ł.: No tak. Tak jak wspomniałam – dystans do takich ludzi na pewno się przydaje. Niestety osób głupio-mądrych jest w naszym społeczeństwie sporo i jakoś trzeba sobie z nimi radzić.

K.P.: A czy w naszym świecie, nie tylko w Polsce, nie nastąpił przesyt wszelkiego rodzaju ekspertów, specjalistów, wątpliwych autorytetów?

G.Ł.: Oczywiście, ma pan rację. Jest wielu ludzi, którzy myślą, że mają patent na wiedzę. Uważam, że to ich przyprawia o śmieszność.

K.P.: A czy to zjawisko nie prowadzi do pogłębiania się podziałów społecznych? U nas, w Polsce, jest to chyba szczególnie widoczne?

G.Ł.: Zgadza się.

K.P.: Jaka w takim razie powinna być rola muzyki? Czy artyści mogą coś poradzić, aby zawrócić to niekorzystne dla nas zjawisko? Co może zmienić taki piękny tekst, który w jednej z Pani piosenek został zawarty: „Bądźmy bardziej dla siebie/ To znormalnieje świat/ Nie potrzeba wielkich zmian/ Zastąp sobą, swój biznesplan”?

G.Ł.: To jest rzeczywiście ważne, ale i trudne pytanie. Mam takie spojrzenie na tę kwestię, że zawsze, kiedy się coś posieje, to jakieś plony, większe lub mniejsze, się zbierze. A jak się nie posieje, to szansy na plony w ogóle nie ma. Proste. Lepiej siać takie pozytywne myśli niż zionąć nienawiścią.

K.P.: Czuje Pani, że ma misję do spełniania?

G.Ł.: Może nie popadałabym w skrajności. Śpiewam, tworzę muzykę, bo to kocham. I tyle.  Nasza dbałość o teksty, muzykę, o to, żeby były one godne i wartościowe wynika z tego, że jesteśmy po prostu dorośli i nie chcemy śpiewać o byle czym.

K.P.: Wiem, że artyści nie lubią interpretować swoich utworów, ale mimo wszystko spróbuję się dowiedzieć, o jakiej miłości śpiewa Pani w piosence Pomost. Czy jest to utwór o miłości straconej, czy jednak o miłości budującej się?

G.Ł.: Tak naprawdę ani o tej, ani o tej, ale o obu trochę tak. Moment, w którym jest ta miłość jest niedookreślony. Ważne jest to, że jest to bardzo dojrzała relacja, relacja oparta na wzajemnym szacunku. Nie ma mostu, ale są pomosty. Pomosty to zawsze jakaś dodatkowa możliwość. Nie zamykamy sobie furtki, ale na razie pozostajemy na pewien dystans. Po prawdzie, można ten utwór interpretować na wiele sposobów. Kompozycja tej piosenki jest otwarta. Wybór należy do nas.

K.P.: Czy pozytywne myślenie, to jest Pani sposób na życie?

G.Ł.: Owszem. Mamy obecnie sytuacją taką jaką mamy, tyle rzeczy się dzieje… trzeba umieć zachować dystans i przede wszystkim zachować siebie.

K.P.: Łatwo jest dojść do takiego momentu w życiu, kiedy człowiek stara się dojrzeć we wszystkim jakieś pozytywne aspekty, a nawet jeśli ich nie dostrzega, to przynajmniej akceptuje rzeczywistość taką jaką jest?

G.Ł.: Czy jest łatwo? Trudno powiedzieć. To pewnie też kwestia dojrzałości. Niemniej jednak, warto jest nauczyć się akceptować rzeczywistość, bo wtedy jest łatwiej, ponieważ akceptując to, co dzieje się niezależnie od nas, pozbawiamy się ryzyka zranienia przez to, na co nie mamy wpływu.

K.P.: Na tej płycie są dwa utwory, w których kilkukrotnie występuje wyrażenie „punkt widzenia”. Co jest ważnego właśnie w tym, z jakiego punktu patrzymy na świat?

G.Ł.: Ten punkt widzenia to bardzo fascynująca sprawa, bo tego nie było w ogóle w założeniach. Jakoś dziwnie się złożyło, że dwie osoby, które pisały teksty, do dwóch różnych piosenek – Justyna Holm oraz moja skromna osoba – pisałyśmy o tym samym. Punkt widzenia to bardzo ważna sprawa. Zmieniając swój punkt widzenia, możemy dostrzec rzeczywistość w zupełnie innym świetle, pomimo że ona jako taka się przecież nie zmienia.

K.P.: Co może być lekiem na tę skomplikowaną rzeczywistość, którą opisuje Pani w Szpilkach? Kredyt, wydatki, mała pensja – co może pomóc?

G.Ł.: Myślę, że ważna jest praca. Ale taka praca, która daje frajdę. Nieważne są pieniądze tak naprawdę, bo pieniądze nie zmieniają nic w naszych sercach i umysłach. Ja na przykład mogłabym już tysiąc razy pójść w stronę disco polo, gdzie zarabia się ogrom pieniędzy, mogłabym pójść w lżejszą odmianę popu – nie chcę, mój rozum mi na to nigdy nie pozwolił, bo co z tego, że mogłabym sobie pozwolić na droższą sukienkę? Ważne jest to, że to co robię idzie w zgodzie z moją osobą.

K.P.: W pewnym wywiadzie powiedziała Pani, że świadomość przemijania czyni Panią szczęśliwą. Mówiła Pani o przemijaniu tych niezbyt przyjemnych chwil, które każdemu z nas się zdarzają. A co ze śmiercią? Czy fakt przemijania ludzi, samej siebie, również daje Pani szczęście, czy jest to jednak źródło lęku?

G.Ł.: Nie, nie mam takiego lęku w związku ze śmiercią. Jestem po kilku wypadkach samochodowych, jednym bardzo poważnym i być może także pod wpływem tych przeżyć nie boje się śmierci. Co ma być to będzie. Nie mam na to wpływu, więc czym się martwić?

K.P.: Dlaczego ta płyta jest lepsza od Pani poprzednich krążków?

G.Ł.: Dlatego, że jestem mądrzejsza, starsza, bardziej doświadczona. W porównaniu do poprzedniej płyty  Przepływamy, album Sklejam się jest o wiele bardziej wyluzowany, mniej się w nim odkrywam. To świadczy o tym, że się starzeję.

K.P.: A jaka będzie kolejna płyta?

G.Ł.: Trudno jeszcze powiedzieć. Jest już kilka numerów napisanych. Dwa są takie delikatne, nostalgiczne, ale ja mam dużo energii, rock mi w duszy gra, więc pewnie znowu będzie różnorodnie. Od czasu do czasu na pewno krzyknę, bo przed tym uciec nie mogę.

K.P.: A nie męczy Pani to koncertowanie?

G.Ł.: Samo koncertowanie w żadnym wypadku. To co może męczyć to przemieszczanie się z miejsca na miejsce, ale i to jest tak na prawdę balansowane. My się niezmiernie cieszymy, że jedziemy do kolejnego miejsca, gdzie spotkamy ludzi, którzy chcą nas słuchać i będziemy mogli robić to, co tak kochamy.

Komentarze

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *