Muzyczny Zaułek,  Relacje

RALPH KAMINSKI ze swoim kosmosem we WROCŁAWIU!

Ralph Kaminski to postać nietuzinkowa. W polskim środowisku muzycznym trudno szukać analogii, które mniej zorientowanym mogłyby przybliżyć twórczość chłopaka z Jasła. Po pożegnaniu z długo promowanym debiutem – Morze, nadszedł czas na rozliczenie się z Młodością, którego Kaminski dokonuje w niezwykle osobisty sposób. Wrocławski koncert artysty jest tego najlepszym przykładem.

Pierwszy album Kaminskiego zadedykowany był jego mamie. Wszelkie pytania dotyczące relacji z ojcem ucinał w zarodku. Więcej na ten temat można dowiedzieć się za to już na drugim albumie, w utworze „Tato”.

Piątkowe widowisko rozpoczął utwór otwierający również najnowszy album Ralpha Kaminskiego – Zielony samochód. Było klimatycznie i intymnie, tak samo z resztą jak i później, kiedy artysta raz po raz siadał do klawiszy komponując swój własny świat, świat pięknie opisany choć dla osób z zewnętrz trochę niedostępny (nawet członkowie zespołu często musieli po prostu przyglądać się poczynaniom wokalisty, dla którego Młodość jest opowieścią na wskroś osobistą).

Ciekawą, choć nie ukrywajmy, skromną była kosmiczna scenografia tego koncertu. Całość przedstawiona została w formie quasi spektaklu. Jako wielbiciel występów zespołu Iron Maiden czy choćby ostatniej trasy koncertowej Michała Szpaka The Moon, które pełne są teatralizacji, muszę napisać, że przedstawienie wykreowane przez Kaminskiego pozostawia nieco do życzenia. Przy nadmiernym skupieniu się na widowiskowości swojego występu bardzo łatwo wpaść w pułapkę nieautentyczności – w przypadku tego koncertu były momenty, kiedy miałem wrażenie popadania przez artystów w sztuczność (jak chociażby przy rozbudowanej „choreografii” towarzyszącej utworowi Tygrys czy zabawie latarkami czołowymi w Klubie D).

Obok wymienionych mankamentów należy wspomnieć o perfekcyjności występu Ralpha Kaminskiego pod kątem wokalnym oraz, że tak to nazwę, klimatyczno-emocjonalnym. Oblicze artysty w występach live w porównaniu z koncertami promującymi jego debiut, zmieniło się niezwykle, co dla jednych będzie minusem, dla innych olbrzymią zaletą. Sam Kaminski podkreśla, że przy okazji każdej kolejnej płyty chce się zmieniać nie tylko wizualnie, ale również prezentować nieco inną odsłonę swojej muzyki, więc tu trzeba przyznać, że podołał zadaniu. Tak samo z resztą jak Samanta – człowiek orkiestra, która nie dość, że tworzyła świetne tło perkusjonalne, to także wykonywała chórki i pięknie akompaniowała na flecie poprzecznym. Wracając jednak do zmian wizerunkowych Kaminskiego, warto wspomnieć, że jego największą inspiracją w tym zakresie jest David Bowie, dla którego swoistym hołdem był cover Space Oddity wykonany przez wokalistę w towarzystwie My Best Band In The World.

Zdaje mi się, że potrzebuję jeszcze chwili, żeby w pełni przekonać się do Ralpha Kaminskiego w odsłonie Młodość. Morze zaskarbiło sobie moją sympatię oraz dozgonny sentyment, który nie pozwala mi jeszcze czerpać pełni radości z nowej, innej muzyki wokalisty z Jasła. Wielką ulgą była zupełna zmiana natężenia tego koncertu, do jakiej doszło dopiero w bisach, gdzie Kaminski wykonał jedyny utwór ze swojej pierwszej płyty – Zawsze. Był to czas na zdecydowanie żywszy i bardziej bezpośredni kontakt z fanami, którzy wykupili wrocławski koncert do ostatniego miejsca.

Za zaproszenie na koncert dziękuję managementowi artysty!

Komentarze

Jeden Komentarz

  • Paweł

    Piękny koncert, pełen emocji i niezwykłego klimatu. Bardzo poruszjające było wykonanie utworu Tato i tytułowej Młodości. Nie zabrakło też sweterka z klipu Wszystkiego najlepszego. Teraz pozostaje tylko czekać na jesienną odsłonę trasy 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *