Muzyczny Zaułek,  Relacje

POWERWOLF wzniecił ogień we WROCŁAWIU!

Powerwolf to niemiecki zespół power metalowy, który świetnie znany jest przede wszystkim fanom mocniejszych, gitarowych brzmień. Band zza naszej zachodniej granicy był między innymi jedną z gwiazd tegorocznego Mystic Festival w Krakowie, a wczoraj wraz z gościem specjalnym – szkockim zespołem Gloryhammer, zagrali dla wrocławskiej publiczności w Centrum Koncertowym A2.

Zanim jednak na scenie wystąpiła gwiazda główna, swoje „pięć minut” mieli przedstawiciele wyspiarskiego, symfonicznego power metalu, którzy na swoim koncie mają już trzy albumy studyjne, z czego ostatni – Legends From Beyond The Galactic Terrorvortex został wydany w tym roku. Głównym atrybutem wokalisty zespołu obok mikrofonu (jak sama nazwa bandu wskazuje) jest ogromny młot, którym kilkukrotnie podczas niedzielnego koncertu wymachiwał, zyskując przy tym aplauz publiczności. Szkoda tylko, że poza okołokoncetową otoczką i dość mrocznymi wypowiedziami członków Gloryhammer, muzycznie występ nie był najwyższych lotów. Nie wiem na ile to efekt mizernego nagłośnienia (instrumenty grały zdecydowanie za głośno, przez co wokal był zupełnie zagłuszony), ale suport Powerwolfa nie nastrajał zbyt pozytywnie. Gloryhammer zagrało jedenaście kawałków, z czego większość to reprezentacja ostatniego albumu, na którym usłyszeć można kilka zajmujących opowieści o goblinach, smokach i ogólnie innych galaktykach.

O wiele spójniej było natomiast w trakcie koncertu gwiazdy niedzielnego wieczoru,  której występ przemyślany był w każdym najmniejszym szczególe. Nie zawiodło tu nagłośnienie, które pozwoliło cieszyć się dobrą jakością dźwięku. Ciekawie przystosowana została scena (wokalista i gitarzyści zajmowali jej dolną część, a klawiszowiec wraz z perkusistą swój kawałek podłogi mieli na sporym podwyższeniu, co tworzyło ciekawą perspektywę odbioru koncertu). Do tego statyw wokalisty w kształcie miecza i świetna grafika (będąca jednocześnie okładką ostatniej płyty niemieckiego zespołu), na której dobro i zło ściera się ze sobą, będąc ograniczonymi przez tajemniczą postać wilka w kapturze (siła wyższa?).  Ciekawe były też gotyckie stroje i makijaż muzyków, ale na nie wszyscy fani Powerwolfa byli przygotowani.

Część podstawowa występu niemieckiej grupy (bez bisów), zamknęła się w czternastu kawałkach, z których największe wrażenie wywarły na mnie: We drink your blood, Sanctified with Dynamite czy pochodzące z ostatniej studyjnej płyty zespołu – Demons Are a Girl’s Best Friend. Dobrze wypadła również nowa wersja utworu z debiutanckiego albumu – Kiss of the Cobra King. Najciekawiej rozegrane zostało natomiast Where The Wild Wolves Have Gone, przed którym dwaj tajemniczy mnisi wnieśli na scenę płonący fortepian. Zwiastowało to pierwszą tego wieczoru balladę, która spokojniejsza i bardziej nastrojowa była tylko do pewnego momentu. Majestatyczne solo gitarowe zagrane nad płonącym instrumentem, było powalające! Tak samo z resztą jak zakończenie koncertu, podczas którego znów dużo ognia, łaciny i klimatu rodem ze średniowiecznych opactw. Pierwszy koncert Powerwolfa w stolicy Dolnego Śląska zdecydowanie przypadł do gustu nie tylko słuchaczom, ale również samym muzykom, którzy zapowiedzieli rychły powrót do Wrocławia. Trzymam za słowo, bo mnie zdecydowanie kupili!

Za zaproszenie dziękuję Knock Out Production.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *