Książki

Jakub Małecki – Horyzont (recenzja)

Chaos jest początkiem nowego świata.

Z każdą godziną od kiedy zakończyłem swoją literacką przygodę z bohaterami nowej książki Jakuba Małeckiego, uświadamiam sobie coraz bardziej, jak dobra jest to powieść. Im bliżej było mi do końca Horyzontu, tym większą odczuwałem niechęć do tego co nieuchronne. Wstyd pisać, ale największą zasługą autora wydaje mi się fakt, że bardzo za bohaterami jego najnowszej opowieści tęsknię.

O KIM TO WSZYSTKO?

Maniek Małecki to weteran wojenny. Kiedyś walczył w Afganistanie. Teraz toczy bój w Polsce, w swoim mieszkaniu – z PTSD (zespołem stresu pourazowego). Walka jest trudna, a Maniek czuje się nierozumiany. Orientuje się, że pomimo powrotu do ojczyzny, nikt (poza jego kolegami z wojska) nie mówi tym samym językiem. Codzienne sprawy wydają mu się błahe, a każdy niespodziewany odgłos wywołuje napad paniki. Jest nikim. Czuje się nikim, choć jego wyobrażenia o własnym losie kiedyś były zupełnie inne. Wsiadając w 2011 roku we Wrocławiu na pokład wyczarterowanego boeinga amerykańskich linii lotniczych, byłem przekonany, że jeśli przetrwam sześć miesięcy, stanę się kimś, kogo nie sposób przeoczyć.

Zuza, najbliższa sąsiadka Mańka, również przechodzi przez nie najłatwiejszy moment swojego życia. Jej myśli poza pracą i życiem towarzyskim zaprząta chora babcia, która całe dnie spędza zamknięta w swoim pokoju, myląc wnuczkę ze swoją zmarłą lata wcześniej córką. Zuza w końcu godzi się na przyjęcia roli własnej matki i zaczyna grę. Skrawek pewnej informacji wyciągniętej gdzieś z pomiędzy odmętów babcinej pamięci nie daje jej spokoju – krok po kroku próbuje dojść do prawdy o sobie samej i swoich najbliższych.

Na moim blogu możecie również znaleźć recenzję poprzedniej książki Jakuba Małeckiego – „Nikt nie idzie”.

ROZMOWA Z PRZYJACIELEM

Znakiem charakterystycznym prozy Jakuba Małeckiego wydaje się być prostota (zarówno fabularna, jak i przede wszystkim językowa). Prostoty nie mylić proszę z prostactwem, bo to tak jakby mrówkę wziąć za krokodyla. Krótkie zdania bez usilnego udowadniania predyspozycji do tworzenia majestatycznych i rozciągających się, nomen omen, po horyzont opisów oraz ogromna dawka znanych nam wszystkim (nie pochodzących z kosmosu i na siłę hiperbolizowanych) emocji, to ogromna siła powieści Małeckiego.

Dzięki zastosowaniu powyższych rozwiązań Horyzont czyta się (a w zasadzie słucha), niczym wciągającą opowieść bliskiego nam człowieka dzielącego z nami przeżycia ostatnich lat. Nie wiem czy w pozaliterackiej rzeczywistości polubiłbym Mańka i Zuzę, ale dzięki Małeckiemu poczułem się w ich towarzystwie jak wśród najlepszych przyjaciół.

Zakończenie książki, mimo iż kojące zszargane silnymi emocjami serce, pozostawia w poczuciu niedosytu. Zasługa to więzi, która wytworzyła się pomiędzy mną, a bohaterami Horyzontu, do których życia chciałbym niczym wścibski dziadek podglądający swoich sąsiadów z naprzeciwka, zaglądać regularnie. Gwarantuję, że i Wam po przewertowaniu ostatniej strony będzie towarzyszyła masa pytań dotycząca dalszej przyszłości Mańka i Zuzy, których losy zależeć będą już tylko od Was.

Za egzemplarz recenzencki oraz współpracę dziękuję Wydawnictwu SQN!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *