Co poza tym?,  Książki

Czy „Niedorajda” to książka o Rusinku?

Skromna i mądra. Cicha i uśmiechnięta. Wycofana i towarzyska. Pewna wszystkiego i nieświadoma niczego. Nie wiem na ile to tylko moje wyobrażenie, a na ile rzeczywistość, bo przecież nigdy poznać okazji nie miałem. Taki niezbyt wyostrzony obraz osoby wykreowała książka Michała Rusinka, któremu nad wszystko pozazdrościć można takich doświadczeń i wspomnień. A ta anegdota o Szymborskiej – sośnie i Miłoszu – dębie, jako odzwierciedlenie ich poetyk… po prostu genialna!

Ktoś może zapytać dlaczego odgrzewam stare kotlety? Niektórzy zapewne mają wrażenie, że gdzieś już ten tekst widzieli. Wrażenie to jest jak najbardziej trafne. Mój Instagramowy  wpis dotyczący książki wspomnianego Michała Rusinka o Wisławie Szymborskiej, przypominam jednak nie bez powodu. 23 kwietnia autor książki Nic zwyczajnego, odwiedził wrocławską Prozę. Spotkanie odbyło się na dzień przed premierą nowego wydawnictwa Rusinka – Niedorajda, czyli co nam radzą poradniki. Jako, że było to spotkanie nadzwyczaj inspirujące, nie mogłem sobie odmówić napisania kilku słów o tym wydarzeniu.

Zanim jednak o samym spotkaniu, wypadałoby zajawić i polecić nową książkę Michała Rusinka, która jak z właściwym sobie humorem określa, nie jest pozycją autobiograficzną. Niedorajda to książka o poradnikach oraz perswazyjnej funkcji ich języka. Wydawca pisze o tej pozycji tak: Trenerzy, doradcy, coachowie i instruktorzy, strzeżcie się! Michał Rusinek, przenikliwy i niestrudzony tropiciel pypciów językowych, tym razem bierze pod lupę język poradników. Czyni to z właściwą sobie maestrią, literackim kunsztem i intelektualną swadą, bawiąc się poradniczymi kuriozami.

Premiera premierą, ale nie wszystko się przecież wokół niej kręci i tak samo było na spotkaniu. Pochwalić trzeba kunszt Irka Grina, który z wielką swadą i naturalnością dryfuje w rozmowie ze swoim gościem po różnych (bliższych i dalszych książce) tematach. Panowie poruszyli wiele ciekawych wątków, a ja wypisałem sobie kilka najciekawszych spostrzeżeń czy anegdot, które przykuły moją uwagę.

Znaczna część rozmowy poświęcona była tematom około politycznym, a także kwestii języka w kontekście polityki. Poza zabawną anegdotą o pewnej pani poseł Krystynie, która swego czasu postulowała o „wyrugowanie” z języka polskiego wszystkich zapożyczeń, nie wiedząc jednocześnie, że słowo „wyrugować” jest takowym, Michał Rusinek mówił między innymi o zaniku słowa „konsensus” z debaty publicznej. Wiesław Myśliwski w jednym z wywiadów powiedział: Pozbywając się języka, ograniczając go, redukujemy osobowość człowieka, pozbywamy się samych siebie. Wydaje się więc, że pozbywanie się z przestrzeni publicznej konkretnego słowa, również może być zjawiskiem istotnym i bogatym (niekoniecznie w pozytywne) skutki.

Rusinek mówił również o różnicy w sposobie postrzegania odmienności ludzkiej, o tym, że przeszliśmy od opozycji arystotelesowskiej (według której każda jednostka jest różna) do platońskiej (według której wybór stanowią dwie grupy „biała” i „czarna”; nie występują tutaj odmiany szarości – jest tylko gorszy i lepszy sort).

Istotnym spostrzeżeniem wydaje mi się również to dotyczące taktyki, którą pewne grupy obierają wobec swoich wrogów. Kiedy dochodzi do dehumanizacji czy animalizacji drugiego człowieka – znak, że dzieje się coś niewłaściwego. Na podobne sytuacje trzeba reagować, bo jak mówi Rusinek – od przemocy symbolicznej (językowej) do fizycznej jest bardzo niedaleko, a w ostatnim czasie mieliśmy tego namacalne dowody (zabójstwo prezydenta Adamowicza; palenie książek).

Bardzo sobie cenię takie spotkania. Uwielbiam słuchać inteligentnych i mądrych ludzi (proszę nie mylić jednego z drugim) i inspirować się ich słowami. Jak wspominałem w jednym z odcinków na Muzycznym Zaułku – nigdy nie miałem problemu z wyszukiwaniem (czy to w swoim najbliższym otoczeniu czy wśród opinii publicznej) rodzajów autorytetów, których słowa biorę za wartościowe. Dziwi mnie więc moda na deprecjonowanie i podważanie wspomnianej wartościowości pewnych osób w sferze publicznej, ale tym bardziej dziwi mnie to przekonanie co do własnej nieomylności i wystarczalności ludzi, którym autorytety potrzebne nie są. Ludzie od wieków czerpią wiedzą od bardziej doświadczonych, lepiej w danej dziedzinie wykształconych i nie warto się tej zasadzie sprzeciwiać. Niedorajdę Rusinka polecam w ciemno, a sam biorę się do lektury. Niech książki będą z Wami!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *